|
|
Artykuły, Informacje
Codex Alimentarius i GMO
Od wielu już lat,
czytałam niezliczone doniesienia o tym,
jakim straszliwym zabobonem jest
homeopatia i jakim trzeba być kretynem,
żeby wierzyć w to, że można się leczyć
samą wodą,
bo przecież cała ta kuracja jest niczym
innym, jak leczeniem… wodą z mózgu
(chętnie służę przynajmniej dwoma
nazwiskami psychopatów, prowadzących tę
oszczerczą kampanię).
W tym samym mniej więcej czasie
rozpętano histerię wokół szkodliwości
leczącej nowotwory vilcacory. Onkolodzy
darli sobie włosy z głowy lamentując, że
pacjenci umierają im masowo na skutek rozszerzania się tego groźnego i
zgubnego przesądu. Można było odnieść
wrażenie,
że zachodzi istny holokaust spowodowany
przez to andyjskie ziółko. Szkoda tylko,
że panowie onkolodzy nie poinformowali,
ilu pacjentów w tym samym czasie
uśmiercili oni sami, tyle tylko,
że w majestacie nauki.
Gdy umrze jeden pacjent leczony przez
rzekomego „szarlatana” podnosi się
wrzask, jakby wymordowano całe wielkie
miasto, a kiedy na onkologii pacjenci
mrą jak muchy, jest to tylko sucha
i naukowa statystyka.
Kiedy zajęłam się problemem GMO, tego
cudownego, naukowego „błogosławieństwa”
dla ludzkości, mającego nas wyzwolić od
robactwa i chorób atakujących naszą
żywność oraz od wstrętnej, szkodzącej
nam chemii, przy pomocy której
broniliśmy się przed tymi plagami byłam
szczerze zdumiona, a nawet zaszokowana
tym, co odkryłam. Według zapewnień
entuzjastów „naukowego postępu” nowe
warzywa
i owoce miały mieć więcej
witamin, być trwalsze, smaczniejsze i
dzięki nim miał zapanować raj na ziemi.
Kto miał jakiekolwiek wątpliwości,
zaliczany był do antynaukowej,
zabobonnej ciemnoty hamującej rozwój
światłej nauki i postępu. Tymczasem
okazało się, że te „cudowne” rośliny nie
tylko nie spełniają pokładanych w nich
nadziei, ale są wręcz katastrofą,
zarówno dla środowiska, jak i dla
uprawiających je rolników.
Jeszcze groźniejsze są modyfikowane
genetycznie zwierzęta.
Gdy dojdzie do wycieku ropy naftowej, po
jakimś czasie nawet największa plama
zostanie zmyta przez wodę, a następnie
rozłożona przez naturalne bakterie i
mikroorganizmy. Dotyczy to również
każdego innego rodzaju chemicznego
skażenia.
Gdy przekształcone genetycznie organizmy
biologiczne wydostaną się na wolność i
wymkną się
spod kontroli, skutki mogą
być przerażające. Zanieczyszczenia
biologiczne, w przeciwieństwie
do
chemicznych, nie tylko z biegiem czasu
nie znikają, ale wręcz się namnażają.
Pierwszym przykładem są sztucznie
skrzyżowane w laboratorium
pszczoły-zabójcy, nękające Amerykę.
Miały być biologicznym cudem,
produkującym rekordowe ilości miodu, ale
w rzeczywistości okazały się
nieproduktywne, za to niezwykle wprost
płodne, agresywne i zabójcze. Ich atak
kończy się śmiercią,
a ich ilość stale
wzrasta, mimo ogromnych wysiłków,
mających na celu powstrzymanie ich
ekspansji.
Film „Życie wymyka się spod kontroli”
dowodzi, że nie ma żadnej możliwości
utrzymania biologicznego żywiołu pod
kontrolą. Rośliny „uciekają” z
eksperymentalnych pól zarówno w postaci
pyłku, zapładniającego niemodyfikowane
uprawy, jak i jako dojrzałe nasiona,
roznoszone przez wiatr. Oczywiście, nie
ma zagrożenia ze strony tak dużych
zwierząt jak np. krowy, bo w razie
ucieczki bardzo łatwo je namierzyć,
złapać i odprowadzić „do domu”. Ale już
np. owady, gryzonie (myszy, szczury
itp.) czy ryby nie podlegają takiej
kontroli. Co więcej – okazało się, że
modyfikowane odmiany odznaczają się
większą ekspansywnością w środowisku niż
naturalne, co doprowadza
do zaniku odmian tradycyjnych.
W całej tej awanrurze z GMO oraz prawem
do korzystania z naturalnej medycyny
chodzi wyłącznie
o jedno: o wielką kasę. Kto ma kontrolę
nad żywnością, ten ma kontrolę nad całym
światem.
Tradycyjne rośliny są „zasobami
otwartymi”: każdy kto je raz nabył może
je samodzielnie rozmnażać, wysiewać,
sadzić, modyfikować i sprzedawać. Ale
rośliny modyfikowane genetycznie są
objęte patentami, które należą do
określonych firm czy osób. I za te
patenty trzeba płacić.
Skoro posiada się patent, za który
zapłaciło się niemałe pieniądze, to
oczywiste jest, że chciałoby się, aby ta
inwestycja nie tylko się zwróciła, ale
jeszcze lepiej, żeby na siebie zarobiła.
I to możliwie najwięcej i w jak
najkrótszym czasie.
Jak zmusić ludzi, żeby płacili za coś,
co mogą mieć za darmo?
Należy albo opatentować wszystkie
rośliny, jakie mają jakiekolwiek
praktyczne zastosowanie, a więc zboża,
warzywa, owoce i zioła (i takie próby
były podejmowane, jednak zakończyły się
prawną klęską), albo doprowadzić do
tego, żeby naturalne odmiany znikły ze
świata lub stały się nielegalne.
Jak je zdelegalizować?
Najlepiej rozpętując histeryczną nagonkę
mającą przekonać ludzi, że są trujące,
szkodliwe dla zdrowia lub przynajmniej
bezwartościowe i zakazać ich hodowli
oraz spożywania.
Produkcja witamin jest tania. Nie da się
na niej zbić majątku. Skoro nie da się
opatentować powszechnie używanych zbóż,
warzyw, owoców i ziół (w tym przypraw),
to należy zakazać ich spożywania. A
jeszcze lepiej skazić, zatruć i
napromieniować całą żywność, żeby
pozbawić ją jakichkolwiek wartości
odżywczych. Gdy pozbawione witamin i
składników mineralnych organizmy odmówią
posłuszeństwa
i zapadną na liczne,
śmiertelne choroby, będzie można je
długo i drogo leczyć chemią,
naświetlaniami
i ciąć skalpelami, aż nic
z nich nie zostanie. Po czym zakopie się
je
w ziemi, zaliczając naukowo
do
„medycznej statystyki umieralności”.
Brzmi to jak ponura bajka,
ale okazało się nie być bajką,
lecz
rzeczywistością.
Łezka w oku się kręci, gdy wspomnieć
tych wszystkich zasłużonych dla
ludzkości pionierów nauki
i medycyny, którzy odkrywali witaminy i
ich zbawienną rolę dla naszego zdrowia.
W dzieciństwie pasjonowałam się
opowieściami o tych badaczach i nawet w
najbardziej szalonych snach nie
sądziłabym, że dożyję czasów, w których
ich odkrycia zostaną nie tylko
zanegowane, ale wręcz uznane za
niebezpieczne i wywrotowe.
Ludzie, nie wierzcie w te bzdury, od
których ostatnio zaroiło się na stronach
internetowych
i w czasopismach dla bezmózgowców. Ta
kampania przeciwko witaminom i medycynie
naturalnej jest spiskiem żądnych
pieniędzy oraz władzy psychopatów. Nie
bądźcie owcami, nie wierzcie rzekomym
medycznym „autorytetom” (o
posłuszeństwie będzie kolejna notka),
tylko zacznijcie samodzielnie myśleć i
poszukiwać prawdy.
Gorąco namawiam do obejrzenia filmów o
GMO oraz do kupienia listopadowego
(2008) „Nieznanego Świata” i do
samodzielnego przemyślenia tego
wszystkiego.
Autor: Maria
Sobolewska
Źródło: Astromaria
|