|
|
III wojna
światowa? FAKTY i interpretacje
maj 2010 |
Artykuły,
Informacje
III wojna światowa? FAKTY i
interpretacje
maj 2010,
cz.II
THE END?
...wśród nas są tacy którzy czują, że
nadchodzą zmiany. Czują, że nadchodzi jakaś
katastrofa. Wygląda na to, że przeczucia
znajdują potwierdzenie w napływających
informacjach.
W systemie bankowym Stanów Zjednoczonych
znaleźliśmy olbrzymie rezerwy finansowe w
dyspozycji banków i rządu Stanów
Zjednoczonych.[1] Rezerwy nawet ponad
stokrotnie przekraczają okres względnego
„pokoju” i świadczą o jakimś prognozowanym
załamaniu lub wojnie. Ponadto władze Stanów
Zjednoczonych podejmują kroki mające
charakter rozwinięcia mobilizacyjnego.
W dniu 11 stycznia 2010 r. prezydent Barack
Obama wydał rozkaz wykonawczy o powołaniu
Rady Gubernatorów. Kompetencję do powołania
tego organu prezydent posiada na podstawie
art. 1822 ustawy o uprawnieniach w zakresie
obrony narodowej z 2008 r. która reguluje
wydatkowanie środków budżetowych przez
Departament Obrony. Zgodnie z oficjalnym
komunikatem prasowym Rada ma usprawnić
współpracę pomiędzy rządem federalnym, a
władzami stanowymi w zakresie ochrony przed
wszystkimi niebezpieczeństwami zagrażającymi
Amerykanom. Jej zadania są ukierunkowane
raczej wewnętrznie i dotyczą m.in. działań
Gwardii Narodowej, obrony kraju, wsparcia
niewojskowego oraz integracji działań
militarnych na obszarze Stanów
Zjednoczonych. Jednocześnie rząd federalny
gromadzi olbrzymie rezerwy ziemi wewnątrz
kontynentu amerykańskiego. Mają one być
przeznaczone na cele rolnicze, leśne,
górnictwo i energetykę, a więc zapewniające
podstawowe dobra dla przeżycia (żywność,
energia).
Przyglądając się ekonomice Chin [2]
dostrzegliśmy przejawy mobilizacji
gospodarki. Bezprecedensowe ograniczanie
chińskiej konsumpcji na rzecz zwiększania
jakiś inwestycji rodzi pytania o przyczynę
prowadzenia takiej polityki gospodarczej.
Polityki, która bynajmniej nie jest
pokłosiem kryzysu gospodarczego, a jest
konsekwentnie rozwijana przez nowe chińskie
kierownictwo pod przywództwem prezydenta Hu
Jintao od dziesięciu lat. Istotne
pogłębienie tej polityki nastąpiło w ciągu
2009 r.
Również w Polsce po cichu prowadzi się
przygotowania w kierunku wprowadzenia stanu
wyjątkowego.[3] I co zaskakujące podobnie
jak w Stanach Zjednoczonych, na podstawie
przygotowanych aktów prawnych, już dokonuje
się inicjacji organów i instytucji. W
sierpniu 2008 r. rozpoczęło działalność
Rządowe Centrum Bezpieczeństwa. Na przełomie
2009 i 2010 r. doszło w nim do lawiny
dymisji. Najważniejszą dymisję zawiózł
osobisty posłaniec premiera Donalda Tuska.
Okoliczności te wskazują, że Centrum z
jakiegoś powodu jest bardzo ważnym i cennym
dla polskich polityków organem
administracji. W dniu 16 kwietnia 2009 r.
Rząd skierował do Sejmu projekt ustawy
powołującej Narodowe Siły Rezerwowe, których
głównym zadaniem jest zwalczanie i
likwidacja klęsk żywiołowych. Ustawa została
błyskawicznie przyjęta w dniu 27 sierpnia
2009 r. i weszła w życie w dniu 1 stycznia
2010 r. Już w drugiej połowie 2010 r.
wojskowe komendy uzupełnień rozpoczynają
nabór do NSR.
Zbieżność chronologiczna oraz przedmiotowa
powyższych zdarzeń może nie być przypadkowa.
Jeżeli przypadku nie ma, to zagrożenie
uzasadniające obserwowane przejawy
mobilizacji ma charakter ogólnoświatowy.
Jakie zagrożenie?
ZAŁAMANIE GOSPODARCZE
Kryzys gospodarczy, który eskalował jesienią
2008 r. ma charakter ogólnoświatowy.
Transmisja kryzysu z gospodarki
amerykańskiej do reszty świata nastąpiła za
pośrednictwem światowego systemu
finansowego, a zwłaszcza systemu bankowego.
Banki zostały wstrząśnięte niespłaceniem
wymagalnych zobowiązań (m.in. z tytułu CDS
wyemitowanych przez AIG). Wystąpił
drastyczny wzrost nieufności
i wyschnięcie międzybankowego rynku
pieniężnego.
Psychologiczny odwrót od ryzyka był również
przyczyną pękania kolejnych baniek
spekulacyjnych, przeceny aktywów, strat na
derywatach, zmniejszenia wirtualnej wartości
majątku zgromadzonego przez konsumentów i
przedsiębiorców (głównie nieruchomości i
akcje). Załamanie kursów giełdowych
i cen nieruchomości rozlało się na cały
świat.
Ostatnim dotychczasowym kanałem transmisji
kryzysu był handel zagraniczny. Spadający
popyt powstrzymujących się od konsumpcji i
inwestycji konsumentów oraz przedsiębiorców
zdusił zapotrzebowanie na dobra importowane,
co w globalnej gospodarce wywołało kolejną
reakcję łańcuchową. Dotknęła ona również te
kraje, w których ekscesy spekulacyjnej nie
występowały lub były stonowane.
Przez miniony rok nie zrobiono nic (!) w
celu wyeliminowania fundamentalnych przyczyn
kryzysu. Wysiłek polityków i bankierów
sprowadzał się do maskowania przyczyn
kryzysu oraz do propagandy mającej na celu
wzbudzenie wśród przedsiębiorców i
konsumentów optymizmu. Obiektywnie patrząc
jest to jedyna dla nich metoda, aby
utrzymali wpływy i władzę. Sięgnięcie do
fundamentów oznacza bowiem zdemaskowanie ich
jako sprawców kryzysu, a tym samym sprawców
spekulacji, zadłużania
i zubażania społeczeństw i narodów, aby
dzielić i rządzić.
Obecnie opinia o wirtualności bilansów
bankowych zaczyna zdobywać uznanie wśród
ekonomistów. Tym samym dłuższe utrzymywanie
w tajemnicy informacji o niewypłacalności
największych banków świata zachodu w strachu
przed runem na banki jest coraz mniej
prawdopodobne. Co gorsze, toksyczne aktywa
trafiają do banków centralnych, co skutkuje
ryzykiem totalnej utraty zaufania do systemu
bankowego i pieniądza (zagrożenie
hiperinflacją) z konsekwencją w postaci
rozpadu systemu gospodarczego i przebiciem
dna Wielkiego Kryzysu z 1929 r. Opinia
publiczna jest coraz bliżej uzyskania
informacji o konkretnych bankrutach. Rezerwa
Federalna poniosła spektakularna porażkę
przed amerykańskim sądem w sprawie o
ujawnienie szczegółowych danych, o
udzielanej pomocy finansowej. Rynek giełdowy
może być bardzo wrażliwy na tego typu
informacje, albowiem do inwestorów zaczyna
przebijać się zaniepokojenie, że politycy i
bankierzy po prostu kłamią.
Kursy akcji na świecie w czasie Wielkiego
Kryzysu i obecnego kryzysu. [4]
Napędzana drukiem pieniądza spekulacyjna
hossa 2009 r. wyraźnie wyhamowała i to mniej
więcej na poziomie takim jak kształtował się
poziom kursów akcji na świecie, w
analogicznym momencie Wielkiego Kryzysu.
Pęknięcie tej bańki otwiera drogę do dna
leżącego nawet poniżej 50 % obecnych cen
aktywów.
Politycy promujący ukrywanie machlojek
bankowych nie mają najmniejszych skrupułów,
aby fałszować również rachunki narodowe
zwłaszcza w zakresie dynamiki Produktu
Krajowego Brutto.
Jakiś czas temu opisywaliśmy, jak Amerykanie
żonglują rachunkami narodowymi w zakresie
Produktu Krajowego Brutto, aby informować
świat o wychodzeniu z recesji. Artykuł ten
powstał w oparciu
o pierwszy i drugi szacunek PKB Stanów
Zjednoczonych za III kwartał 2009 r.
„Ożywcze” bodźce okazały się mieć źródło w
sponsorowanej budżetowo wymianie samochodów,
zmianie stanu zapasów, wzroście wydatków
wojennych i wydatków na ochronę zdrowia
(grypa?). A jednak mimo korekty okazały się
nie do utrzymania. Biuro Analiz
Ekonomicznych zmuszone było, aby częściowo
zdjąć odium śmieszności,
po raz trzeci oszacować amerykański PKB w
III kwartale 2009 r. Oczywiście w dół…
Amerykanów w fałszowaniu statystyk
prawdopodobnie przebijają Chińczycy. Braku
spójności ich danych o rachunkach narodowych
nie dał się długo utrzymywać w poufności, z
uwagi na ryzyko kompromitacji. Chiński
Narodowy Urząd Statystyki oficjalnie
potwierdził, że dane statystyczne są
niepewne,
a odpowiedzialność za to zepchnął na władze
„lokalne”, które zawyżają dane o swoich
„osiągnięciach” gospodarczych. W tej
sytuacji media głównego nurtu zostały
zmuszone do publicznego ostrzegania
o stanie chińskiej gospodarki [5], a wśród
spekulantów zaczęły się zakłady oparte o
założenie załamania gospodarki Chin.
Pojawiają się również opinie o pogłębieniu
światowego kryzysu po coraz bardziej
prawdopodobnym chińskim kolapsie.
Blisko rok temu odbył się w Londynie szczyt
G20. Po roku, do historii przechodzi
właściwie tylko to,
że był. Przed narodami ukrywano wszystko, co
tylko można z wiedzy o kryzysie. Zapewniano
o konieczności przeciwstawiania się
protekcjonizmowi. A dzisiaj? Maska obłudy
opada.
Na dzień dzisiejszy nie są jeszcze
podejmowane takie retorsje w polityce
handlowej, jak w czasie Wielkiego Kryzysu
(cła o charakterze zaporowym). Walka toczy
się głównie w sposób pośredni
z wykorzystaniem m.in. kursu walutowego.
Główni przeciwnicy to Stany Zjednoczone i
Chiny. Chińczycy utrzymują de facto stały
kurs juana w stosunku do dolara
amerykańskiego. Polityka kursowa umożliwiała
im osiąganie stałej nadwyżki handlowej
(nadwyżka eksportu nad importem), która
zapewniała nadwyżki dewiz. Dewizy lokowali w
papiery wartościowe, w których dominują
papiery dłużne rządu Stanów Zjednoczonych. W
czasie koniunktury gospodarczej nikomu to
nie przeszkadzało. Ba, przyjmowano
za dobrą monetę to, że Chiny finansowały
utracjuszowską politykę amerykańską
(podwójny deficyt – fiskalny i handlowy).
Jeszcze na początku kryzysu Amerykanie
błagali Chiny o dalsze inwestycje w
obligacje amerykańskie. Dobry wujek z Chin
przestał być dobry, gdy amerykańscy politycy
poczuli oddech wściekłych bezrobotnych
Amerykanów. Rząd amerykański, przy wsparciu
amerykańskiej pierwszoligowej profesury
zaczął wywierać bezpardonowe naciski na
Chińczyków, aby umocnili juana względem
dolara,
co teoretycznie zwiększyłoby amerykański
eksport i zmniejszyło import z Chin do
Stanów Zjednoczonych. Sytuacja robi się
śmieszna, bo jednocześnie rząd amerykański
zadłuża się na potęgę
i nadal wypatruje głupiego Jasia, który
udzielałby mu pożyczek. Głupim Jasiem nie
zamierzają być Chińczycy, poczynając od
studentów śmiejących się w twarz
sekretarzowi skarbu USA, po władze, które
zapowiedziały wycofywanie się z inwestycji w
amerykańskie papiery dłużne i konsekwentnie
od trzech miesięcy wysprzedają amerykańskie
obligacje.
Obecna polityka amerykańska ma na celu
eksport kryzysu do Chin. Z punktu widzenia
sytuacji społeczno-politycznej w Chinach
oznacza to cios w podstawy władzy chińskiej
partii komunistycznej. Marginalnie zauważmy,
że chęć wyrównania obrotów handlowych
Ameryki z Chinami przy jednoczesnym
oczekiwaniu, że Chiny nadal pożyczałyby
środki rządowi Stanów Zjednoczonych oznacza
presję na generowanie przez Chiny nadwyżki
na rachunku kapitałowym bilansu płatniczego.
Innymi słowy Amerykanie oczekują, że
Chińczycy będą wysprzedawać swój majątek
narodowy w zamian za dolary, które z
powrotem trafiłby do Stanów w formie
pożyczek dla rządu. Perfidia amerykańskich
polityków walczących o zachowanie władzy
jest daleko posunięta.
Wojna handlowa stanowi bardzo poważne
zagrożenie dla całego świata. Upadek
światowego handlu
w trakcie obecnego kryzysu na przełomie 2008
i 2009r przebijał dynamikę spadku handlu
zagranicznego w czasie Wielkiego Kryzysu.
Obroty handlu zagranicznego na świecie w
czasie Wielkiego Kryzysu i obecnego kryzysu
[6]
Po solidnej dawce iluzji monetarnej w 2009r
na początku 2010 r obroty handlu
zagranicznego osiągnęły poziom mniej więcej
jak w analogicznym momencie Wielkiego
Kryzysu. Innymi słowy handel międzynarodowy
jest obecnie w równie złym stanie jak 80 lat
temu.
Na światło dzienne wychodzą pierwsze sygnały
o olbrzymim skandalu na światowym rynku
złota. Pierwszym
ostrzeżeniem, że dzieje się coś niedobrego
było wycofanie Rothschildów z rynku złota w
2004 r. Było to o tyle
zaskakujące, że interesy ze złotem były
istotą ich działalności przez całe wieki od
czasu kantorku we Frankfurcie. W 2007 r.
poinformowano o „pękaniu” sztabek złota w
Banku Anglii. Następnie zaczęły się pojawiać
pogłoski, że na międzybankowym rynku złota
krążą wolframowe sztabki platerowane złotem,
do złudzenia przypominające prawdziwe złote
sztabki.
Informacje o oszustwie pojawiły się po
zbadaniu w październiku 2009 r. przez
Chińczyków transportu złota, które
pochodziło ze Stanów Zjednoczonych. Do tej
pory informacje te miały charakter plotki,
ale na przełomie 2009 i 2010 r. niemieckie
Pro7 pokazało fałszywą sztabkę złota
przesłaną
do przetopienia przez bank. Wzrasta zatem
prawdopodobieństwo, że na światowym
najbardziej strzeżonym (również przez służby
specjalne) międzybankowym rynku złota doszło
do gigantycznej malwersacji. Ewentualne
potwierdzenie tych doniesień oznacza nie
tylko załamanie rynku z ostatnim
na świecie bezpiecznym aktywem, ale przede
wszystkim szok psychologiczny dla
konsumentów
i przedsiębiorców na całym świecie, po
którym nie należy się spodziewać optymizmu
konsumpcyjnego
i inwestycyjnego, a raczej lawinowej paniki.
Z naszego polskiego punktu widzenia
sytuacja na rynku złota miałaby charakter
uboczny (rykoszet), gdyby nie to, że polskie
oficjalne rezerwy złota 3 309 mln uncji
(102,9 t)
o obecnej wartości ok. 3,6 mld dolarów w
ponad 90% nie znajdują się ani w skarbcach
NBP, ani nawet w Polsce. „Ktoś” użyczył je
„komuś” za granicą i rzekomo spoczywają w
„jakiś” bankach. Dawniej można by pomyśleć:
pewne jak w banku, a jeszcze dodatkowo
uzyskiwać wynagrodzenie za wypożyczenie lub
zysk z inwestycji.
Ale po upadku Lehman Brothers, po
tolerowanych przez władze na całym świecie
oszustw księgowych, po wypłynięciu
informacji o złotopodobnych sztabkach
wolframowych,
być może polskiego złota już nie ma…
III WOJNA ŚWIATOWA
W drugiej połowie XX w. głównymi aktorami
globalnego konfliktu były Stany Zjednoczone
oraz Związek Radziecki. Mimo lokalnych starć
w Ameryce Łacińskiej, Azji
Południowo-wschodniej, Afryce i na Bliskim
Wschodzie konflikt nie przybrał charakteru
globalnego starcia zbrojnego. W XXI w. oś
geopolitycznych zmagań doznała przesunięcia
na terenie Azji. Rolę drugiego światowego
mocarstwa obejmują Chiny. Musi to rodzić
napięcia w stosunkach Stany
Zjednoczone-Chiny, które mogą przerodzić się
konflikt zbrojny.
Rozognione punkty zapalne istnieją
Tajwan to z jednej strony niezatapialny
lotniskowiec, obecnie faszerowany bronią
przez Stany Zjednoczone. Wyspa, z której
można wykonać błyskawiczny atak na
najważniejsze ośrodki społeczno-gospodarcze
Chin. Ale Tajwan to także urażona duma
Chińczyków. Zbuntowana prowincja, którą
konsekwentnie chcą włączyć w organizm
państwowy. Urażona duma ma racjonalne
podłoże, kontrola Tajwanu to wysunięcie
rubieży obronnej kontynentalnych Chin o
setki kilometrów na wschód. Chińczycy
półoficjalnie zapowiedzieli czym grozi
Stanom Zjednoczonym obrona Tajwanu.
W 2005 r. gen.
Zhu Chenghu oświadczył, że „jeśli USA
stanęłyby w obronie Tajwanu, Chiny
dokonałyby nuklearnego ataku na setki
amerykańskich miast”. To
nastawienie nie uległo osłabieniu, wręcz
przeciwnie. W lutym 2010 r. oficerowie armii
chińskiej wzywali do odwetu wobec Stanów
Zjednoczonych z wykorzystaniem oprócz
środków politycznych, militarnych i
dyplomatycznych również ekonomicznych.
Wypowiedzi te zostały opublikowane w
państwowej chińskiej agencji informacyjnej
Xinhua, co pozwala je traktować jako
półoficjalne ostrzeżenie.
Każda światowa potęga ma korzenie
gospodarcze. Gospodarka potrzebuje surowców.
Im większa, im bardziej mocarstwowa, tym
więcej. Chiny generują coraz większy popyt
na surowce. Gdy wydajność pracy Chińczyków
zbliży się do wydajności pracy świata
zachodniego ich popyt na surowce będzie
wielokrotnie wyższy od popytu Zachodu. Nie
może dziwić spięcie interesów
chińsko-amerykańskich na Bliskim Wschodzie.
Chiny dla swoich celów strategicznych budują
związki gospodarcze w Iranie, Iraku, Arabii
Saudyjskiej i Azji Środkowej. Siedemdziesiąt
lat temu inna aspirująca do roli
wschodzącego mocarstwa azjatycka potęga była
ogranicza przez świat Zachodu w dostępie do
surowców. Wojna Stanów Zjednoczonych z
Japonią rozpoczęła erę atomową.
Pozycja geostrategiczna Chin jest trudna.
Bogactwo narodu jest zgromadzone na
wschodnich nizinach. Pozostała część Chin to
tereny o trudnych warunkach bytowania
obejmujące m.in. góry i pustynie.
W rezultacie gęstość zaludnienia jest tam
niska. W przypadku wybuchu gorącej wojny
Chiny mają
w istocie wystawione jak na tarczy całe
centrum produkcyjne i ludnościowe stanowiące
zaplecze dla sił zbrojnych. Chińska armia
jest świadoma tej okoliczności. To
przekonanie jest wręcz zakorzenione
w chińskich planach strategicznych do tego
stopnia, że mówi się o tym oficjalnie. Chiny
są gotowe
do uderzenia rakietowo-nuklearnego na Stany
Zjednoczone nawet kosztem zniszczenia
właśnie wschodnich Chin.
W takich warunkach każda wojna z udziałem
Chin, w tym również obronna groziłaby
unicestwieniem państwowości. Z punktu
widzenia życiowego interesu Chin działania
zbrojne muszą być przeniesione poza obszar
Chin. W takim wariancie Chińczycy mają
szanse na przynajmniej zachowanie swego
potencjału na zdobytych terenach, w
przypadku zniszczenia ich macierzystego
centrum społeczno-gospodarczego. Jeżeli
zatem rozważamy możliwość wybuchu konfliktu
zbrojnego z udziałem Chin,
to strategia wojenna Chińczyków w praktyce
musi mieć charakter ofensywny na
pozachińskim teatrze działań wojennych.
Ofensywa jest koniecznością bez względu na
to, czy Chiny zaatakują, czy zostaną
zaatakowane. Podkreślmy, że ustalany
ofensywny charakter chińskiej doktryny
wojennej w pełni współgra z planami
strategicznymi ideowych poprzedników
chińskich komunistów: stalinowskiej Rosji
bolszewickiej do czerwca 1941 r. oraz Układu
Warszawskiego z ZSRR na czele w okresie
Zimnej Wojny. Chińska strategia ofensywna
może mieć dodatkowe umocowanie w ideologii
elit chińskich, a nawet
w poglądach rasowych (wyższość rasy żółtej).
Położenie geograficzne Chin nie
pozostawia wyboru kierunku ataku
Na południu zdatna do wykorzystania
infrastruktura jest skupiona na terenie
Indii. Indie jednak mają duży potencjał
obronny, na który składa się liczba
rezerwistów (spośród 1,15 mld ludności –
drugie miejsce na świecie po Chinach) oraz
naturalna rubież obronna w postaci
najwyższych gór świata – Himalajów.
Pozostaje kierunek północy i
północno-zachodni.
Rosja z geostrategicznego punktu widzenia to
idealny cel ataku Chin. Największe państwo
świata (17 mln km2) o potencjale
ludnościowym (140 mln mieszkańców) prawie
dziesięciokrotnie (!) niższym
od chińskiego (1,3 mld mieszkańców).
Terytorium rozciągnięte równoleżnikowo,
wręcz wyeksponowane niczym cielsko na
chirurgiczne uderzenia rozcinające z
południa. Bogactwa naturalne, przestrzeń
do zasiedlenia, ziemie uprawne.
Zatem bez względu na sposób włączenia, czy
sprowokowania Chin do wojny światowej,
głównym celem ich ataku będzie Rosja.
Sytuacja taka nie jest zaskakująca z
historycznego punktu widzenia. Najeźdźcy
z Azji podbili Ruś w 1223 r.
(mongolsko-tatarska Złota Orda) i dopiero po
bitwie na Kulikowym Polu
w 1380 r. rozpoczął się proces odzyskiwania
niezależności przez Słowian Wschodnich.
Rosja zdaje sobie sprawę z tego, że jest
celem ataku Chin. Zdradza to nerwowe
postępowanie rosyjskich elit: pompatyczna
mocarstwowość, komiczne zachowania w sprawie
dyslokacji i ustalenia celów dla taktycznych
i strategicznych sił jądrowych, paranoiczna
obawa przed środkami antyrakietowymi w
Polsce i Czechach. Dowodem na realne
poczucie zagrożenia jest oficjalna doktryna
wojenna Rosji. W 2010 r. Rosja przyjęła nową
doktrynę wojenną, w której zapowiedziała
wykonanie uderzenia nuklearnego w przypadku
nie tylko ataku nuklearnego (uderzenie
odwetowe, istota doktryny odstraszania
nuklearnego), ale nawet samego zagrożenia
sprawowania władzy przez obecne rosyjskie
elity w obliczu ataku konwencjonalnego
(uderzenie prewencyjne).
Mimo spektakli medialnych Rosja nie jest
zagrożona z Zachodu. Ani Polacy nie mają
interesu w wojnie na Wschodzie, ani Unia
Europejska nie ma w Rosji celów
strategicznych. Jedynym potężnym sąsiadem
Rosji, stanowiącym dla niej realne
zagrożenie są Chiny. Nowa doktryna wojenna
Rosji naszym zdaniem jest wymierzona w
Chiny. Z punktu widzenia naszych rozważań
jest w pełni uzasadniona z wojskowego punktu
widzenia. Nuklearne uderzenie wyprzedzające
na rozwijane fronty chińskie jest jedyną
szansą
na przełamanie osłony mobilizacji i
zdezorganizowanie sił napastnika. Tylko
takie działanie operacyjne umożliwia
stępienie ostrza chińskich zagonów. Rosja
dobrze wyuczyła się lekcji z 1941 r. kiedy
Niemcy
z siłami wielokrotnie mniejszymi niż Rosja
uderzyli na rozwijane strategicznie
doskonale uzbrojone potężne armie Stalina.
W jaki sposób Chiny mogą zaatakować Rosję?
Praktycznie pewne użycie broni nuklearnej
przez Rosję wymusza wojnę błyskawiczną z
szybkim i głębokim wtargnięciem wojsk na
terytorium rosyjskie.
Atak nuklearny na rosyjskie silosy
rakietowe, centra dowodzenia i główne węzły
transportowe będzie skojarzony z uderzeniem
kosmicznym (zniszczenie satelitów
komunikacyjnych, wywiadowczych) oraz
lawinowym uderzeniem lotniczym. Za nim
natychmiast będą użyte związki pancerne
wbijające kliny
w obronę Rosjan, rozczłonkowujące ich
fronty, uderzające na ich tyły, odcinające
od zaopatrzenia,
po czym okrążające w gigantycznych kotłach.
Do ich likwidacji, okupacji terytorium i
czystek etnicznych Chińczycy użyją jednostek
zmotoryzowanych.
Rejon mobilizacji oraz ześrodkowania
inwazyjnych sił Chin powinien być położony w
możliwie najbliższej odległości od celów
ataku i to w rejonie z istniejącą
infrastrukturą transportową, tak na obszarze
Chin, jak na kierunku natarcia. Spójrzmy na
satelitarne zdjęcie Ziemi w nocy
bezpośrednio obrazujące obszary
zurbanizowane na euroazjatyckim teatrze
działań wojennych.
Chiny w praktyce nie mają wyboru, co do
miejsca ześrodkowania wojsk do ataku na
Rosję, w którym istnieje niezbędna
infrastruktura. Rozważania możemy ograniczyć
do części północno-zachodniej oraz
północno-wschodniej Chin. Część
północno-wschodnia może stanowić rejon
ześrodkowania do ataku na rosyjski Daleki
Wschód. Ale krańcowokontynentalne położenie
powoduje, że ten kierunek ataku będzie miał
znaczenie pomocnicze. Zachodnie Chiny są w
praktyce najlepszym miejscem koncentracji do
ataku na Rosję.
Wytypowany rejon to brama z Chin do Azji
Środkowej. Pomiędzy górami Tienszan, a
Ałtajami (ponad 4 tys. m n.p.m.) znajduje
się Kotlina i Brama Dżungarska, która
otwiera Chiny na Kotlinę Bałchasko-Ałakolską
i Pogórze Kazachskie. Kotliny te o
powierzchni kilkakrotnie przekraczającej
powierzchnię Polski stanowią prastary szlak
koczowników z Chin do Azji Środkowej
(Kazachstan). Przez nie przebiegała jedna z
tras Jedwabnego szlaku.
Z punktu widzenia administracyjnego ziemie
te po stronie chińskiej należą do regionu
autonomicznego Sinkiang ze stolicą w Urumczi.
Strategiczne znaczenie Sinkiang dla Chin nie
pozwala traktować jako przypadków: rozruchów
w Urumczi w 2009 r. oraz zabawy w chowanego
z Talibami w górach sąsiadującego z Sinkiang
Afganistanu
i Pakistanu. Nie stanowi również przypadku
aktywność dyplomatyczna Chin w tym regionie,
a zwłaszcza liderowanie w Szanghajskiej
Organizacji Współpracy. Dobre stosunki
dyplomatyczne i gospodarcze
z krajami Azji Środkowej są dla Chin bardzo
cenne zwłaszcza w przypadku rozwijania na
ich terytoriach armii prących na Rosję.
Użycie broni nuklearnej przez Rosję pociąga
za sobą konieczność skrytej mobilizacji,
ześrodkowania
i nagłego nie zapowiedzianego ataku.
Powodzenie w sensie wyjścia związków
zmechanizowanych,
w tym pancernych Chin na rosyjski obszar
operacyjny wymaga rozwinięcia sił w czasie
krótszym niż godziny i błyskawicznym parciem
ord pancernych w głąb przestrzeni
operacyjnej Rosjan. Przy tempie natarcia od
20 do 100 km dziennie chińskie zagony mogą
pojawić się pod Moskwą (odległość od
Sinkiang do Moskwy ok. 3,5 tys. km) w ciągu
od ok. 35 do 175 dni. Szybsze natarcie
wymaga pozostawiania izolowanych dużych
ośrodków miejskich i zgrupowań przeciwnika.
Ich likwidacja może nastąpić w drugiej
fazie, po zdezintegrowaniu systemu
dowodzenia, zaopatrzenia i upadku morale
Rosjan. Przy takiej strategii masowe użycie
przez Rosję sił nuklearnych stanowiłoby w
istocie samobójstwo i samozniszczenie,
którego nie możemy wykluczyć pamiętając o
tradycyjnym scytyjskim sposobie prowadzenia
wojny (np. wyprawa Persów Dariusza I
Wielkiego, ale i przemówienie Stalina
z dnia 3 lipca 1941 r., stalinowski rozkaz
nr 0428 z dnia 17 listopada 1941 r.). Takie
postępowanie przy chińskich zasobach
demograficznych oznaczałoby przyspieszenie
upadku Rosji.
Cel w postaci zdobycia i utrzymania nowych
terytoriów wymusza użycia naziemnych
jednostek mobilnych. Do przemieszczania i
zaopatrzenia tych jednostek niezbędna jest
infrastruktura drogowa
i kolejowa. Na jej budowę w czasie natarcia
nie będzie czasu. Wymusza to skorzystania z
istniejących korytarzy transportowych.
Dzięki temu można z dużym
prawdopodobieństwem wytypować główne
kierunki natarcia Chińczyków.
Główną oś transportową Rosji stanowi Kolej
Transyberyjska. Uderzenie w jej kierunku z
Sinkiang spełni dwa cele. Po pierwsze
zapewni dostęp do infrastruktury
transportowej dla własnych wojsk. Po drugie
nastąpi przecięcie rosyjskiej arterii
transportowej, rozczłonkowanie frontów i
uniemożliwienie przerzutu rosyjskich
odwodów. Ten kierunek ma w praktyce jedną
niedogodność. Obrońcy mogą oprzeć się
o wielkie naturalne rubieże obronne – rzeki
Ural, Wołgę, Don oraz Dniepr. Wołga w
środkowym i dolnym biegu osiąga szerokość
rzędu kilometrów.
Ograniczenie forsowania rzek jest możliwe
przy natarciu z kierunku południowego z
rejonu Kaukazu. Wówczas rzeki mogę wręcz
wspomóc natarcie, jako niezniszczalna droga
transportu. Rozwinięcie sił chińskich w tym
kierunku jest możliwe poprzez
środkowoazjatyckie państwa muzułmańskich
Turków oraz Iran. Kierunek południowy przy
okazji umożliwia zdobycie przez Chiny
kontroli nad złożami ropy naftowej nad
Zatoką Perską.
Ekspansja Chin na Bliskim Wschodzie jest
wyraźnie dostrzegalna. Pod koniec 2009 r.
Chińczycy zainwestowali w największe irackie
złoże ropy naftowej. W lutym 2010 r. Chiny
umocniły swoja obecność w Iranie
zacieśniając współpracę w zakresie wydobycia
gazu i ropy naftowej. Iran uzyskuje jawne
poparcie Chin przeciwstawiających się
eskalacji sankcji Rady Bezpieczeństwa ONZ w
związku
z irańskim programem atomowym.
Jednym z najważniejszych sygnałów o
chińskich interesach na Bliskim Wschodzie są
umowy
o współpracy z Arabią Saudyjską – dotąd
tradycyjnym sojusznikiem Stanów
Zjednoczonych. Kontakty
dyplomatyczno-gospodarcze Chin mogą być
zapowiedzią odwrócenia sojuszy
bliskowschodnich włącznie z sojuszami
militarnymi. Taka ewentualność oprócz
bliskości chińskiej potęgi może mieć również
swoje źródło w antagonizmie
izraelsko-arabskim oraz ideologicznym parciu
islamu nie tylko przeciwko judaizmowi, ale
również chrześcijaństwu. W takim wypadku
południowy kierunek ataku na Rosję przez
Kaukaz (być może z wariantem przez Bałkany)
byłby bardziej prawdopodobny i to być może z
udziałem nowych arabskich sojuszników.
Kombinacja kierunku północnego (stepowego)
oraz południowego (kaukaskiego) umożliwia
wyjście armii chińskiej na tyły Rosjan oraz
okrążenie głównych sił rosyjskich. Rozbicie
Rosji otworzy Chinom wrota do Europy.
Politycy mogą włączyć Europę do światowego
konfliktu zbrojnego znacznie wcześniej.
Rosjanie będę poszukiwać sojuszników.
Tradycyjnym europejskim sojusznikiem Rosji
są Niemcy. Bogate kontakty polityczne,
biznesowe oraz agenturalne Rosji w Niemczech
ułatwią nawiązanie więzi sojuszniczych.
Już obecnie elita niemieckich polityków i
generalicji przebąkuje o przyjęciu Rosji do
NATO. Nie ukrywa się przy tym, że celem ma
być: „znalezienia balansu w związku z
polityczną, ekonomiczną i strategiczną
dynamiką wielkich azjatyckich mocarstw”. W
tym kontekście warto się również zastanowić,
czy budowa za wszelką cenę gazociągu
północnego przypadkiem nie ma na celu
uczynienie z narodów Europy swoistych
zakładników Rosji dla wymuszenia pomocy
wojskowej w konflikcie z Chinami. Po
nawiązaniu przez Rosję aliansu z NATO
Chińczycy mogą rozważać wykonanie ataku
wprost na europejskie tyły frontu
rosyjskiego, aby ująć Rosję w gigantyczne
kleszcze. W
takim wypadku na kierunku chińskiego
natarcia znajdą się Bałkany i… Polska.
Władymir Putin szuka również sojuszników u
potencjalnych nieprzyjaciół swojego
nieprzyjaciela.
W Indiach została jednak przyjęty z rezerwą.
Wydaje się, że przywódcy Indii zdają sobie
sprawę
z rosnącego zagrożenia i relatywnie
bezpieczni nie chcą wystawiać swojego
państwa na chińskie ciosy.
KIEDY CHINY MOGĄ BYĆ GOTOWE DO WOJNY
ŚWIATOWEJ?
Rozległość teatru działań wojennych wymusza
użycie dziesiątek tysięcy samolotów,
czołgów, transporterów, samochodów i
ciągników. Ich produkcja zajmuje czas i
zasoby gospodarki narodowej. Tak było w
Rosji i Niemczech w latach trzydziestych XX
w. W Chinach w 2009 r. zagadkowo wzrosła
produkcja „traktorów” do 54 tys. sztuk…
miesięcznie. Równolegle zwiększono produkcję
kerozyny o 50%Kerozyna jest paliwem
lotniczym, ale może również służyć do napędu
nowoczesnych silników turbowałowych w
czołgach, które umożliwiają osiągnięcie
przez czołg prędkości nawet do 90 km/h
(np. amerykański M1 Abrams). O 20 % wzrosła
również produkcja chemikaliów, które mogą
być użyte do wytwarzania materiałów
wybuchowych. Istnieją przesłanki do
stwierdzenia, że produkcja ta była
finansowana nie tylko z kredytów bankowych
(chińska odpowiedź monetarna na kryzys), ale
również
z wydatków państwowych, które doprowadziły
do poważnego deficytu budżetowego i wzrostu
długu publicznego, który jest ukrywany przez
władze chińskie.
Jednocześnie w 2009 r. w Chinach nastąpiło
niebywale szybkie odbudowanie importu, mimo
że światowy popyt na chińskie produkty tak
istotnie nie wzrósł.
Import Chin [9]
Import Chin drastycznie spadał od
października 2008 r. do stycznia 2009 r. o
ok. 50 %. Tymczasem już od lutego 2009 r.
import stopniowo odbudowywał się, aby w
styczniu 2010 r. przekroczyć wartość
ze szczytu koniunktury latem 2008 r. Wzrost
chińskiego importu nie jest przypadkowy.
Stanowi oficjalną politykę Chin. Premier Wen
Jiabao oczekuje zniesienia ograniczeń w
eksporcie do Chin nowoczesnych technologii
ze Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej.
Przykładem zaskakującego wzrostu chińskiego
importu jest węgiel kamienny. Chiny są
największym na świecie producentem węgla. A
mimo to
w ostatnich miesiącach nastąpiło tak wielkie
zapotrzebowanie Chin na węgiel, że
gwałtownie wzrósł jego import nawet z
Kolumbii (odległość 16 tys. km). Import ten
wiąże się z popytem chińskich elektrowni i
stalowni. Jakie jest jednak przeznaczenie
wytapianej stali, a zapewne i metali
kolorowych (np. produkcja aluminium jest
bardzo energochłonna)?
Nieproporcjonalny do stanu gospodarki import
(zwłaszcza przy podejrzeniach o zawyżeniu
dynamiki PKB w oficjalnych statystykach)
może wskazywać na skorzystanie z okazji (np.
tanie zakupy surowców
i półproduktów) lub na zwiększanie rezerw
strategicznych lub na wykorzystanie do
tajnych zbrojeń.
Jeżeli powyższe
dane obrazują efekty mobilizacji gospodarki
na potrzeby sił zbrojnych,
to Chiny już osiągnęły wielokrotną przewagą
w uzbrojeniu w stosunku do każdego kraju
świata, a być może również w stosunku do
całej reszty świata.
Chiny dysponują
również wielomilionową nadwyżką
demograficzną mężczyzn w wieku poborowym,
która nie musi być wyłącznie skutkiem
ubocznym chińskiej polityki demograficznej.
Może być jej celem.
Ponadto w ostatnich tygodniach lutego 2010
r. nastąpiło zadziwiające tąpnięcie na rynku
pracy
w Chinach. Nagle „zniknęły” takie masy
pracowników, że wynagrodzenia równie nagle
wzrosły o ponad 23 %. Jeszcze większe
zdumienie budzą wyjaśnienia, że zniknęli
pracownicy z głębi kraju, którzy nie
powrócili do pracy po chińskim Nowym Roku. W
głębi Chin nigdy nie było gęstego
zaludnienia. Z drugiej strony ta
interpretacja może wskazywać, że zaginieni
pracownicy z jakiegoś powodu znajdują się
rzeczywiście w głębi kraju. Pytanie:
odpoczywają, szukają pracy, czy zostali
potajemnie zmobilizowani?
Nie możemy wykluczyć, że Chiny są
przygotowane do rozpoczęcia wojny i mogą w
każdej chwili dokonać rozwinięcia
strategicznego sił zbrojnych (ok. 1-2
miesiące), najpierw w postaci ukrytej
mobilizacji
(np. pod pretekstem ćwiczeń, operacji
antyterrorystycznej, zatrudnieniu przy
robotach infrastrukturalnych w głębi kraju,
przygotowania do usuwania skutków katastrofy
naturalnej),
a następnie mobilizacji jawnej, która będzie
się odbywać częściowo w czasie trwania
działań wojennych. Biorąc pod uwagę
przeszkody rzeczne na kierunku natarcia
sądzimy, że najdogodniejszy termin w roku
kalendarzowym do rozpoczęcia działań
zbrojnych to lato, aby związki
zmechanizowane osiągnęły wielkie rzeki Rosji
już skute lodem.
Dodatkową wskazówkę, do oceny
prawdopodobieństwa wybuchu wojny światowej
paradoksalnie stanowią negocjacje nad
traktatem w sprawie rozbrojenia atomowego.
Traktat taki będzie w szczególności zawierał
procedury nadzoru nad likwidacją broni
atomowej
na terytoriach układających się stron. W
praktyce w przypadku decyzji kierownictwa
politycznego
o rozpoczęciu wojny wymusza to wydanie
rozkazu do rozwinięcia strategicznego i
mobilizacji przed rozpoczęciem nadzoru
międzynarodowego nad wykonywaniem traktatu.
Przy okazji można wykorzystać czynnik
zaskoczenia nad pogrążonymi w pokojowym
letargu narodami.
Wojna światowa, nawet jeżeli zostanie
sprowokowana przez Stany Zjednoczone,
ponownie w większym stopniu dotknie inne niż
amerykański kontynenty. Będzie toczyć się
głównie na euroazjatyckim teatrze działań
wojennych. Jak prawie sto lat temu, oraz jak
siedemdziesiąt lat temu. Znowu…
CIĄG DALSZY NASTĄPI...
PRZYPISY
1. http://urbas.blog.onet.pl/Drukarze,2,ID399366456,DA2010-01-29,n
2. http://wolnemedia.net/?p=19981
3. http://wolnemedia.net/?p=20021
4. http://www.voxeu.org/index.php?q=node/3421
5. http://www.bloomberg.com/apps/news?pid=20601010&sid=aNZe4JWeV1aw
i http://biznes.interia.pl/news/chiny-w-srodku-najwiekszej-banki-w-historii,1452823,4201
6: http://www.voxeu.org/index.php?q=node/3421
7. http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Mongol_Empire_History.jpg
8. http://en.wikipedia.org/wiki/File:Earthlights_dmsp.jpg
9. http://www.chinacustomsstat.com/CustomsStat/OperateForm/StatNewsViewAllow.aspx?guid=0ae0bff0-2be2-449b-9bde-c1e2d33bc303
http://www.chinacustomsstat.com/CustomsStat/OperateForm/StatNewsViewAllow.aspx?guid=c59e96a7-341b-4d5b-9c5e-9d4fc936c7a7
|