W Polsce od kilku dni
numerem jeden w Internecie jest temat ACTA.
Kontrowersyjna umowa która ZOSTAŁA PODPISANA podpisana 26
stycznia 2012r w Tokio przez przedstawicieli Donalda
Tuska.
Ludzie w Polsce są przeciwni podpisaniu
tej umowy, która naruszać będzie naszą wolność
intelektualną, wolność słowa.
Mimo wielu protestów i ataków ze strony hakerów rząd
podpisał umowę, tłumacząc że nie zmieni to prawa
które obowiązuje w Polsce.
Demonstracje przeciw ACTA odbyły się w kilkunastu
miastach. Miliony ludzi wyszło na ulice w
całej Polsce, miliony ludzi protestuje w Internecie,
a mimo tego umowa została podpisana.
Oto szacunek, jaki wolności słowa i opinii wyborców
okazuje rząd polski.
ACTA, czyli
komedia pomyłek
Wydarzenia towarzyszące tworzeniu ACTA i dyskusje na
ten temat w polskich mediach to istna komedia
pomyłek. W ciągu jednego dnia wybuchła afera, w
której wszyscy się pogubili. Nie wiadomo, kto i po
co stworzył ACTA, nikt nie przyznaje się do
wprowadzenia porozumienia do Polski, posłowie,
którzy byli „za”, mówią, że nie byli „za”, muzycy
obrażają się na internautów, a czołowa informacyjna
stacja telewizyjna zaprasza do studia komentatorów,
którzy mówią, że nie mają pojęcia, o co chodzi, bo
o sprawie dowiedzieli się przed chwilą od
dziennikarzy tej samej stacji. Jeśli zapomni się na
chwilę
o ACTA jako o międzynarodowym porozumieniu i spojrzy
na sprawę z boku, zarysowuje się groteskowość całej
tej sytuacji.
Zacznijmy od tego, że ACTA została oficjalnie
zatwierdzona w Parlamencie Europejskim w grudniu
ubiegłego roku podczas spotkania ministrów
rolnictwa. Jej zatwierdzenie zostało ogłoszone w
unijnym biuletynie zatytułowanym „Rolnictwo i
Rybołówstwo”, w postaci krótkiej wzmianki na
ostatniej, czterdziestej trzeciej stronie. Wyobraźmy
sobie Ludzi Trzymających Władzę, którzy wcisnęli
specjalistom od hodowli drobiu i trzody zadanie
klepnięcia rozporządzenia. I wyobraźmy sobie miny
ministrów rolnictwa, którzy między debatą o
dopuszczeniu statków rybackich z Wenezueli do
europejskich zasobów wodnych, a sprawą przedłużenia
pomocy dla Cypru w zakresie spryskiwania owoców
cytrusowych nagle, jak gdyby nigdy nic, z kamienną
twarzą głosują na temat ACTA, czyli rozporządzenia
wprowadzającego stan wyjątkowy w globalnym
internecie. Aż szkoda, że ministrem rolnictwa w
Polsce jest Marek Sawicki, a nie Waldemar Pawlak,
który ma specjalnie wyćwiczoną na takie okazje minę
„nie rusza mnie to, co mówię, nic się nie stało,
procedujemy dalej”.
Ponieważ wprowadzenie w życie rozporządzeń
związanych z hodowlą zwierząt, uprawą roślin i
ściganiem internautów odbyło się w czasie polskiego
przewodnictwa w Radzie Unii, rząd Polski pochwalił
się tym dokonaniem na swojej stronie internetowej. W
notce zatytułowanej „ACTA sukcesem polskiej
prezydencji” napisano: „Polska prezydencja może
pochwalić się kolejnym sukcesem.
Jak poinformowało Ministerstwo Gospodarki, Rada UE
podjęła decyzję o podpisaniu umowy handlowej
dotyczącej zwalczania obrotu towarami podrobionymi.
Resort podkreślił, że był to jeden z jego
priorytetów obranych na okres polskiego
przewodnictwa w Radzie Unii.” Wczoraj, po masowych
protestach w internecie na temat tego, czym jest
ACTA, rząd zorientował się, że coś jest nie tak.
Zmieniono więc zacytowany wyżej fragment. Od teraz
notka ma tytuł „ACTA a polska prezydencja”, a dalej
czytamy: „Rada UE podjęła decyzję
o podpisaniu umowy handlowej dotyczącej zwalczania
obrotu towarami podrobionymi.”
Było to jedno z działań podjętych w okresie
polskiego przewodnictwa w Radzie Unii. Usunięto z
tytułu „sukces” i dalszą wzmiankę o tym, że
wprowadzenie ACTA było priorytetem polskich
polityków.
Wprowadzenie ACTA bezpośrednio do Polski odbyło się
tak, że nikt nie wiedział, że takie coś nastąpiło.
Dokument w trybie obiegowym wpłynął do polskich
resortów na dwa dni przed końcem kadencji
poprzedniego rządu. Ponieważ w tym czasie urzędnicy
państwowi mieli już spakowane w kartony wszystkie
swoje rzeczy i byli jedną nogą na urlopie, tematem
się nie zajęto i porozumienie ACTA zostało przyjęte
bez żadnego sprzeciwu. Dziś nikt z rządzących nie
przyznaje się ani do tego, że był „za”, ani
do tego, że był „przeciw”, ale zapomniał zareagować,
więc dokonał milczącej akceptacji.
Minister Boni na antenie TVN24 przepraszał
wszystkich za brak konsultacji społecznych przed
rozpoczęciem wprowadzania ACTA do polskiego obiegu
prawnego. Kilka godzin później, na antenie tej samej
stacji, minister Zdrojewski przekonywał, że
konsultacje się odbyły, a o wprowadzaniu ACTA
poinformowano z wyprzedzeniem trzydzieści
organizacji pozarządowych.
Wczorajszy dzień to również zabawne sytuacje w
polskiej telewizji. Stacja TVN24 zaprosiła do studia
ministra Zdrojewskiego, który zupełnie nie
niepokojony przez redaktor Anitę Werner opowiadał,
że ACTA jest w porządku i że wbrew opiniom prawników
nic nam nie grozi. Następnie do studia przyszli dwaj
przedstawiciele społeczeństwa, działacz i
dziennikarz, którzy bardzo chcieli skrytykować ACTA,
ale robili to na takim poziomie ogólności, że
jedyne, co udało im się przebąknąć, to kilka słów
o „prywatnej policji”. Potem była „Kropka nad i”, do
której Monika Olejnik zaprosiła Palikota. Następnie
połączono się telefonicznie z Pawłem Kukizem,
pytając go o jego stanowisko w sprawie ACTA i
wolności słowa. Na to pan Kukiz odparł, że niewiele
wie o ACTA, bo dowiedział się o tym dopiero dzisiaj,
gdy kilku dziennikarzy zaskoczyło go telefonicznie
pytaniem o udzielenie komentarza. Zaczął więc
dywagować na antenie na temat, o którym nie ma
zielonego pojęcia, a rozmowa dość szybko przeszła na
temat palenia trawki i problem ACTA się skończył.
Wczorajszy dzień upłynął również na zastanawianiu
się, czy nieobecność stron internetowych rządu
to efekt działania hakerów, czy może zbyt dużego
zainteresowania społeczeństwa, powodującego
niewydolność serwerów. Najpierw rzecznik rządu Paweł
Graś powiedział, że to nie był atak hakerów, tylko
efekt „częstych wizyt”. Po nim wypowiedział się
Sławomir Neumann z PO, mówiąc że Graś się pomylił i
że to był efekt działania hakerów. Następnie głosu
udzielił Waldemar Pawlak z PSL, który powiedział, że
Neumann się myli, bo to jednak Graś ma rację. W
międzyczasie ktoś podmienił stronę premiera,
ujawniając informację, że login i hasło do panelu
administracyjnego strony to było „admin”
i „admin1″. Do komunikatu dołączony był śmieszny
filmik, w którym pani Basia, w okularach a’la
Jaruzelski, ogłasza wprowadzenie „stanu wojennego na
obszarze całego internetu”, kończąc swoją wypowiedź
słowami „Wolność dla internetu i git majonez!”.
Okazało się również, że w listopadzie 2010 r. w
Parlamencie Europejskim odbyło się głosowanie nad
rezolucją potępiającą ACTA. Za odrzuceniem ACTA byli
europosłowie SLD i UP. Wstrzymało się od głosu
trzech posłów PO. Za przyjęciem ACTA byli posłowie
PiS (w tym Tadeusz Cymański, Jacek Kurski, Marek
Migalski, Zbigniew Ziobro), posłowie PO (m.in.
Danuta Hibner, Jacek Saryusz-Wolski, Jarosław
Wałęsa, Paweł Zalewski), posłowie PSL (Jarosław
Kalinowski). Teraz, po wybuchu afery, posłowie PiS
zmienili stanowisko i nagle stali się przeciwnikami
ACTA, podobnie część posłów PO i PSL. Swoich słów na
pewno żałuje poseł PSL Eugeniusz Kłopotek, który o
ACTA wypowiedział się, zanim zrobiła się z tego
większa afera, cytuję: „Polski rząd powinien
podpisać ten dokument dlatego, że nie ma
bezgranicznej niedookreślonej wolności, również w
internecie. Im więcej wolności tym więcej
odpowiedzialności za słowo. Piractwo to jest jedna
sprawa, ale jest tyle chamstwa i plugastwa w
internecie, że trzeba z tym walczyć.” Pan Kłopotek,
koalicjant Platformy Obywatelskiej, przyznał
niejako, że ACTA to nie tylko ochrona znaków
towarowych, ale i sposób na cenzurę dyskusji w internecie.
Podsumowując, nie wiadomo, kto stworzył ACTA, kto to
porozumienie wprowadził do Polski, goście TVN24 nie
wiedzą, co to w ogóle jest, politycy najpierw są
„za”, potem „przeciw”, potem znowu „za”, a Zbigniew
Hołdys cieszy się z
wprowadzenia ACTA, sprowadzając postulaty
protestujących
do żądania darmowego ściągania
muzyki. Po fali negatywnych komentarzy na jego facebookowym profilu dopisuje, cytuję: Proszę nie
dopisujcie się. Wszystkie komentarze, zarówno
nieżyczliwe, jak
i życzliwe, będę kasował. Cóż, w
jego przypadku faktycznie wprowadzenie ACTA nic nie
zmieni, ponieważ kasuje komentarze już sam z siebie,
bez odgórnego ustawowego przymusu. Na znak protestu
pewien internauta ściągnął z sieci piracką płytę
pana Hołdysa dziesięć razy i natychmiast ją
skasował, doprowadzając w ten sposób artystę do
straty finansowej w wysokości 500 zł. Inny stworzył
graficznego mema z wizerunkiem pana Hołdysa i
treścią: „Gdyby nie piraci, byłbym jak Eric Clapton”.
Za nami dopiero pierwszy dzień komedii pomyłek.
Tydzień dobrze się zapowiada.
Na czym polega ACTA?
Poniższy film prezentuje temat
dosyć wyczerpująco:
ACTA to kłopot, jeśli chodzi o treści typu
obrazy i filmy. Co do filmów na YouTube to problem jest po stronie Google, które
będzie musiało tropić złamanie prawa autorskiego.
Wiadomo, że robią to już dziś, więc nagle, jednym
pociągnięciem może zostać usunięta większa część
światowych zasobów wideo.
To potężna broń i wielkie pole do nadużyć
ze strony rządu i podległych mu służb.
Wiele osób zapomina, że ACTA to nie tylko
pacyfikacja Internetu, to też pacyfikacja rynku
części samochodowych, tak zwanych zamienników. To
będzie można stosować praktycznie w dowolnej
dziedzinie gospodarki. Nawet Orwell nie przewidział,
że może dojść do tego, co zostaje wprowadzone na
naszych oczach.
PETYCJA!
Poniżej link do petycji: Uratuj Internet - presja
przynosi rezultaty!
http://www.avaaz.org/en/save_the_internet_polish/?sbc