|
|
Przemyśl to...
Bajki i przypowieści
Cytaty, fragmenty
Desiderata
Mądrze napisane
|
Modlitwa do Naszego Ojca
(w oryginale aramejskim)
Abwûn
O Ty, od którego pochodzi oddech życia,
d'bwaschmâja
który wypełniasz wszystkie sfery dźwięku,
światłości i wibracji.
Nethkâdasch schmach
Niech Twoja Światłość będzie doświadczona
w mej najwyższej świętości.
Têtê malkuthach.
Twoje Królestwo Niebieskie nadchodzi.
Nehwê tzevjânach aikâna d'bwaschmâja af
b'arha.
Niech Twoja wola spełni się - jak we
wszechświecie (wszystkim, co wibruje) tak i
na ziemi (tym, co materialne i gęste).
Hawvlân lachma d'sûnkanân jaomâna.
Daj nam chleba (zrozumienie, pomoc) w
codziennej potrzebie,
Waschboklân chaubên wachtahên aikâna daf
chnân schwoken l'chaijabên.
zerwij więzy błędów, które nas pętają
(Karma), jako i my odpuszczamy winy innych.
Wela tachlân l'nesjuna
Nie pozwól, byśmy zagubili się w
powierzchownych rzeczach (materializm,
powszechne pokusy),
ela patzân min bischa.
lecz pozwól, byśmy byli wolni od tego, co
powstrzymuje nas przed dotarciem do
prawdziwego celu.
Metol dilachie malkutha wahaila
wateschbuchta l'ahlâm almîn.
Tyś jest źródłem wszechmocnej woli, żywej
siły działania, pieśni, która upiększa
wszystko i odradza się z wieku na wiek.
Amên.
Zapieczętowane w ufności, wierze i
prawdzie (potwierdzam całą swoją istotą).
* * *
|
Modlitwa Pańska w tłumaczeniu z
aramejskiego
Tłumaczenie modlitwy "Ojcze
Nasz" bezpośrednio z aramejskiego
(a nie z
aramejskiego
na grekę, dalej łacinę, staroangielski i
dopiero nowożytny angielski)
O kosmiczny Rodzicielu/Rodzicielko
wszelkiego blasku i wibracji!
Zmiękcz grunt/ziemię naszej istoty i
wyrzeźbij w nas przestrzeń,
W której Twoja Obecność może zamieszkać.
Napełnij nas swoją kreatywnością, tak byśmy
mogli mieć moc,
By rodzić owoce twojej misji.
Niech każde nasze działanie rodzi owoce
zgodnie z naszą wolą.
Obdarz nas mądrością, by tworzyć i dzielić
się
Tym, czego każda istota potrzebuje, by
wzrastać i rozkwitać.
Rozplącz splątane nici przeznaczenia, które
są naszymi pętami,
Jako i my uwalniamy innych z poplątania w
pomyłkach z przeszłości.
Nie pozwól, byśmy dali się zwieść tym,
którzy by nas odwodzili od naszego
prawdziwego celu,
Ale oświetl możliwości chwili teraźniejszej.
Bowiem ty jesteś gruntem/ziemią i
żyzną/owocną wizją,
Mocą narodzin i spełnieniem,
Jako że wszystko jest łączone i staje się
jednym ponownie. |
|
* * *
Nastanie czas, gdy...
Będziesz wstawał o świcie i łapał jak z kranu
spływ energii.
Będziesz w nieustającym zadziwieniu i
zdumieniu, że to takie proste, i tak piękne!
Spełnienie.
Będziesz otwierał ramiona; nawet już z przyzwyczajenia, nie będziesz ich
zamykał.
W gotowości pełnej, stałej do wyłapywania.
Potem w tym spełnienia unormalnieniu będziesz pływał.
Nurzał się i śmiał.
Na cały glos.
Co chwilę, co krok.
Będą pytać ciebie się, co ci jest?
tak błyszczysz i lśnisz?
Zakochałeś się, masz dziewczynę?
Ożeniłeś się?
Spotkała Cię miłość?
A ty...
Nie będziesz rozumiał ich, dlaczego tak
pytają, zawahasz chwilę się...
Ach! przypomnisz sobie, tak, tak to jest!.
Przecież jesteś Bogiem, stwarzasz -
oni widzą cię, odmienionym, jasnym.
I z ubawem powiesz, nie to nie dziewczyna
odmieniła mnie tak i nie ta
z zewnątrz
miłość.
To moja własna miłość...
I staniesz się standardem świadczącym o tym,
że człowiek się zmienia
nie z powodu tego, czy pojawił
się ktoś, kto szepnął
do ucha, że kocha.
A dla ciebie świat otworzył się niczym
niebo, do, i z powodu drugiego człowieka.
Że ofiarował miłość, i że zgodził się, i że masz dla kogo żyć.
Tą miłością, ukochaną stajesz się ty.
Obdarowany.
Potem stanie przy tobie ktoś, kompletny tak
samo.
Będą to dwa Bogi
w każdej osobie,
pojedyncze, współistniejące we dwoje, nie po to, by samotność zabić, braki
uzupełnić.
Do czynszu się dołożyć...
Będziecie tacy dopełnieni, by być stale pełni.
Towarzystwem swym uzupełniający bez potrzeby uzupełnienia.
Oddychający własnym tlenem, przestrzenią.
Wzmocnieni swoimi własnymi promieniami, jaśniejący.
Wlewający na świat cały.
Całość.
Zdobiący.
Piękni blaskiem.
Będziesz widział siebie w zadowoleniu.
Zapytają, czy kryzys cię nie dotknął?
Jakim cudem, jak?
A ty im na to spokojniutko powiesz, kryzys?
Ależ nie, ja jestem w innej drodze, na której szczęśliwości stany
są dla mnie, czekają.
Ja stoję i wprawiam w ruch warianty te,
które w mig pojawiają się, takie, które wybieram i co tylko chcę.
Ja tylko się otwieram, i zbieram.
Jak grzyby po deszczu.
Bo ja wszedłem w ten wymiar, w ten las, gdzie góra do mnie staje i prosi o
uwzględnienie jej.
Ja ją biorę w posiadanie, nie ona mnie.
Nic nade mną, ani ja nad niczym nie panuję.
O, nie!
Siebie w najem oddałem, Sobie powierzyłem.
Zaufałem, akceptuję.
Zadbanym się czuję, zatroszczonym.
Już nie zatroskanym. |
|